Podzielniki ciepła — fakty i mity

2019-01-31 13:19:11 (ost. akt: 2019-01-31 13:23:14)

Sezon grzewczy w pełni. Za oknem zima może nie za tęga, ale w mieszkaniach jednak chłodniej i ręce, szczególnie w łazienkach, same nam lecą do kaloryferów. Co zrobić, by rachunek za rozliczenie ciepła nie zrujnował naszego budżetu — a w mieszkaniu jednak dało się funkcjonować bez pięciu swetrów…?

Oszczędzanie na cieple

Oszczędzanie na cieple

Autor zdjęcia: pixabay.com

Od dobrych kilkunastu sezonów grzewczych w wielu polskich spółdzielniach mieszkaniowych trwa zacięta wojna. Wszystkiemu winne podzielniki ciepła, montowane na wszystkich kaloryferach i odczytywane raz w roku przez wyspecjalizowanych wysłanników spółdzielni, jedynych obeznanych z tajemniczymi wskazaniami i wyłącznych winnych za zbyt wysokie rachunki.

Same fakty

Przede wszystkim pierwsza i najważniejsza prawda objawiona brzmi: podzielnik ciepła absolutnie nie jest licznikiem! I w żadnym wypadku nie wolno go jako takiego traktować. To po prostu urządzenie pomiarowe, dzięki któremu administrator budynku może podzielić koszt ciepła zużytego przez cały blok pomiędzy poszczególne mieszkania.

Na naszych kaloryferach funkcjonują dwa typy podzielników: albo cieczowe, zwane też wyparkowymi, albo elektroniczne. Podzielniki cieczowe są najpopularniejsze, bo są tanie; wyglądają jak termometr z dwiema rurkami wypełnionymi nieszkodliwą substancją chemiczną — heksanolem lub benzoesanem metylu. Pod wpływem ciepła z grzejnika ciecz powoli odparowuje. Lewa rurka wskazuje zużycie z poprzedniego roku, a prawa — zużycie bieżące. Reszta jest prosta i logiczna: im więcej kaloryfer grzeje, tym więcej płynu odparowuje. W konsekwencji, im mniej płynu zostanie pod koniec sezonu grzewczego w rurce podzielnika, tym więcej zapłacimy za ogrzewanie. Umieszczona obok rurki podziałka pozwala odczytać, ile dokładnie płynu wyparowało.

Coraz częściej stosowane podzielniki elektroniczne są dokładniejsze i poniekąd łączą funkcje budzika z telefonem komórkowym. Z tyłu podzielnika, do jego obudowy przymocowany jest czujnik temperatury, który mierzy temperaturę grzejnika. W podzielniku jest też elektroniczny zegar — ten mierzy czas, podczas którego utrzymywała się konkretna temperatura. Najdokładniejsze modele podzielników elektronicznych są dwuczujnikowe: ów drugi czujnik bada ogólną temperaturę powietrza w pomieszczeniu.

Na podstawie umowy z administratorem budynku lub spółdzielnią podzielniki montują specjalistyczne firmy, które według specjalnych komputerowych systemów liczą, ile każdy mieszkaniec powinien zapłacić za ciepło w swoim mieszkaniu.

Ciepło z miejskiej sieci jest bezpieczniejsze i wygodne


Czy podzielnikom można wierzyć?

Specjaliści z Politechniki Warszawskiej utrzymują, że same podzielniki są jak najbardziej wiarygodne i nie ma co wątpić w ich wskazania. Co innego programy służące do ustalania kosztów zużycia ciepła w budynku — te już w błąd mogą wprowadzać. Główny problem polega na tym, że te programy w swoich wyliczeniach uwzględniają zazwyczaj tylko koszty stałe — nie biorąc pod uwagę jakości materiałów, z jakich zbudowano dom, stanu ich zużycia, rozkładu mieszkań i korytarzy w budynku oraz — co być może w całej sprawie najistotniejsze — przepływu ciepła między lokalami.

I w ogóle wszystko byłoby dobrze i miło, gdyby nie wysokie rachunki za ciepło, które niektórzy lokatorzy z trudem potrafią wcisnąć do domowego budżetu. W przypadku zamontowanych podzielników faktury wystawia się — mówiąc bardzo obrazowo — na podstawie matematycznego rachunku dzielenia ogólnej ilości ciepła zużytego w bloku przez jednostki wskazane na podzielnikach. Dodatkowo uwzględnia się także części wspólne: klatki schodowe, piwnice, garaże oraz lokalizację mieszkania, która ma przecież istotny wpływ na rachunki. Te wyliczenia nie zawsze są jednak prawidłowe.

Co bowiem wtedy, gdy podzielniki nie uwzględniają naprawdę istotnych czynników, choćby wspomnianych już materiałów, z jakich blok był zbudowany, i stanu ich zużycia? Ostatecznie nie jest to chyba jakaś zbiorowa zmowa lub psychoza, gdy naprawdę wielu lokatorów, otrzymawszy rachunek, upiera się, że skrupulatnie oszczędzało cały sezon grzewczy: pilnowało, żeby grzejniki nie były zapowietrzone, wyłączało je przed wyjściem z domu i na noc oraz regularnie wietrzyło mieszkanie. A rachunek bezlitośnie wskazuje: niedopłata. I to duża.

Dodatkowym orężem w walce lokatorów z podzielnikami (i spółdzielniami) jest fakt, że osoby, u których ogrzewanie rozliczane jest tradycyjnie, z metra kwadratowego mieszkania, jeśli już dostają wezwanie do uregulowania niedopłaty — jest ona o wiele niższa.

— Podzielnik ma tę wadę, że czasem nie uwzględnia dość istotnych czynników: a to ktoś wykorzystuje prawa fizyki i grzeje się „od sąsiadów”, a to podzielnik, szczególnie ten cieczowy wskazuje zawyżone zużycie w mieszkaniach położonych od południa — tłumaczy pragnący zachować anonimowość ekspert od ciepłownictwa. — Na podzielnikach tak naprawdę zarabia przede wszystkim firma zajmująca się ich montażem i odczytywaniem. Dla mieszkańców korzyści są raczej pozorne, bo faktycznie podzielniki nie pozwalają na sprawiedliwe dzielenie kosztów ogrzewania. Korzystniejsze z punktu widzenia mieszkańca jest dzielenie kosztów poprzez tradycyjny system opłat, ale wtedy trzeba dobrze wyliczyć odpowiednie współczynniki. Inne dobre rozwiązanie to montowanie osobnych liczników na węzłach każdego lokalu osobno, ale ono jest dostępne tylko w nowo budowanych blokach.

Mój rachunek jest za wysoki!

Jeśli nasz rachunek jest podejrzanie wysoki, bo naprawdę dbaliśmy o gospodarowanie ciepłem przez całą zimę — mamy kilka sposobów na wyjście z sytuacji. Przede wszystkim kontaktujemy się administracją budynku, spółdzielnią lub kierownictwem firmy rozliczającej. Na nasz wniosek administrator (spółdzielnia) w porozumieniu z firmą jeszcze raz odczyta wskazania z podzielnika. Gdyby były błędy — faktura za ciepło dla naszego mieszkania musi zostać skorygowana. Prawda jest jednak bolesna: firmy rozliczające bardzo rzadko przyznają się do pomyłek, więc nasze szanse na sukces tą metodą są niewielkie.

Bramka nr 2 to sprawdzenie, czy wszystkie współczynniki, od których zależy wysokość opłaty za ciepło w naszym lokalu, są dobrze wyliczone. Pierwszy z nich, UF, określa rodzaj, wielkość i moc grzejnika. Współczynnik UF rośnie proporcjonalnie do mocy: grzejnik o mocy 1600 W ma współczynnik UF 0,725, a grzejnik o mocy 1800 W — UF 0,775.

W przypadku grzejników żeliwnych firmy rozliczające często współczynnik UF oceniają bardzo dowolnie i uznaniowo: niekiedy 10 żeberek o łącznej długości 0,5 m ma taką samą moc, co 10 żeberek o długości 1 m. Warto więc zainwestować w wymianę kaloryferów na takie, które moc mają zapisaną na opakowaniu. Niestety, możemy to zrobić wyłącznie latem — w trakcie wymiany wodę spuszcza się z całego pionu. Co bardzo ważne, niektóre spółdzielnie z dotąd nieustalonych przyczyn protestują przeciw takim wymianom i nawet najbardziej upartym lokatorom utrudniają życie. Ale ten nasz UF warto sprawdzić i porównać go z grzejnikiem sąsiada.

Drugi współczynnik, LAF, uwzględnia położenie mieszkania w budynku. Z całego bloku mieszkania szczytowe, parterowe i te na ostatnich piętrach mają większe straty ciepła. W rozliczeniu kosztów ogrzewania naszym współczynnik LAF powinien to korygować — im jest mniejszy, tym płacimy mniej. A, znów niestety, nie zawsze administrator dobiera ów współczynnik do mieszkania prawidłowo. Ponownie warto więc porównać nasz współczynnik z sąsiadem, którego mieszkanie umieszczone jest w środku. Jeśli w naszym szczytowym mieszkaniu współczynnik LAF jest taki sam — walczymy z administratorem o jego zmianę.

Czy podzielniki cieczowe parują także latem?

I czy za to płacimy? — oto jest pytanie. Teoretycznie podzielniki cieczowe mają specjalną rezerwę przeznaczoną na tzw. zimne odparowanie w czasie, gdy kaloryfery nie grzeją. Gorzej jednak, gdy kaloryfer umieszczony został blisko kuchenki: kiedy gotujemy, podzielnik z pewnością paruje szybciej. Podobnie jest w łazience, gdy podzielnik umieszczony nad wanną paruje w czasie, gdy my bierzemy gorącą kąpiel. Właśnie dlatego niektóre spółdzielnie podzielników w łazienkach nie instalują.
Magdalena Maria Bukowiecka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB